• Wpisów:458
  • Średnio co: 3 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 14:41
  • Licznik odwiedzin:19 545 / 1476 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
- Nie, ale tu jest Polska, nie bruksela, do nas gender nie dociera 5:5
 

 
Ten cały świat rozpierdala się przedemną .
 

 
Moje życie , moje zasady <3

 

 
żyletka woda kran jedno ciecie . Czysta krew .



 

 
Czy śmierć naprawdę jest straszna ?
Jak wszyscy o niej piszą
Przed moją śmiercią świat zostanie owiany ciszą
I w końcu mnie usłyszą , każdą jebaną piosenkę
I zostanę legendą tylko przez to że odejdę
Podpisuję się sercem , bo taki już jestem
Wkładam go tu więcej w każdy kolejny werset
I trzymam śmierć za rękę, mam odwagę z nią tańczyć
Ciekawe czy się oprze suka pod atakiem punchy
Raz dwa śmiertelny walczyk , Z.B.U.K.U właśnie walczy
Nie znasz moich kroków , a jak znasz to nie zatańczysz
Kuzyn siedzi w Anglii i też walczy o swoje
I mam to chyba po nim, że się tej śmierci nie boję
I wezmę to co moje , a jak nie to to wytargam
Scratche DJ Hard Cut, więc hejterzy garda
Nie ważne jakie miasta , jakie twarze i ubrania
Jestem Z.B.U.K , a śmierć przede mną spierdala
Szestnastka to nie nie dla nas , dla nas szestnastka to mało
To "Ballada o śmierci" takich 100 by się przydało
Napisać tak dekalog i mieć 100 milionów liter
Inspirować się tylko sercem , a nie słownikiem
Inspirować się życiem , nie czyimś , ale własnym
Sięgam trochę wyżej niż te pierdolone gwiazdy
I włażę właśnie na szczyt , choć nie lecę dziś na Vivie
Weź skurwysynie głośniej , rozjeb na komendzie szybę . / Z.B.U.K.U Ballada o śmierci

 

 
Od dłuższego czasu nie czułam się tak, jak teraz, tak wspaniale. Większość ludzi myśli, że to chore, by w taki sposób łagodzić ból psychiczny. Dla mnie jednak ma to ogromne znaczenie, dla mnie to sens życia...
Zaczęłam się ciąć w wieku piętnastu lat. Nie miałam powodu, żeby to robić, po prostu byłam smutna. Dołowałam się smutnymi piosenkami, wierszami, wspomnieniami.
Robiąc porządek w pokoju znalazłam nożyk, taki zwykły, do papieru. Wpatrywałam się niego przez parę minut. W głowie miałam dwie myśli, jedną by go wyrzucić, schować, a drugą, że może zobaczę jak to jest. Bardziej spodobała mi się ta druga opcja. Zdecydowałam się na nią. Nie tak od razu, chciałam jeszcze to dokładnie przemyśleć.
Tydzień mijał mi okropnie, spotkało mnie wiele przykrości. Wszystko dusiłam zawsze w sobie, nie dzieliłam się swoimi przemyśleniami, problemami czy sugestiami z przyjaciółmi. Było mi ciężko. Zostałam na noc sama w domu. Pomyślałam "ej dziewczyno, co Ci szkodzi?" Właśnie, co mi tam szkodzi spróbować? To zawsze jakieś doświadczenie więcej.
Poszłam do pokoju, otworzyłam szufladę, chwyciłam za nożyk, wyjęłam z niego ostrze, odkaziłam. Nie chciałam jakichś niepożądanych skutków. Popatrzyłam jeszcze chwilę na ręce. Wzięłam głęboki oddech i zrobiłam pierwszą kreskę. Nie za głęboką, normalne, zwykłe cięcie. Nie bolało prawie w ogólne. Krew też jeszcze nie leciała tak mocno, jak chciałam. Zrobiłam jeszcze kilka cięć. Na mojej ręce pojawiało się coraz więcej krwi. Poczułam wtedy, sama nie wiem, spokój .. Spodobało mi się to uczucie.
Okleiłam swoje rany plastrem, by nie dostało się jakieś zakażenie. Obiecałam sobie, że nigdy więcej tego nie zrobię. Okłamałam samą siebie.
W szkole nie mogłam się skupić na niczym, myślami byłam gdzie indziej, w innym świecie. Zdałam sobie sprawę, że wystarczył tylko jeden raz, a ja już chcę więcej. Nie mogłam dłużej czekać. Po powrocie ze szkoły do domu poszłam do pokoju, znowu patrzałam się na ten cholerny nożyk, myśląc, czy dobrze robię. Jednak to uczucie pożądania było silniejsze ode mnie. Powtórzyłam czynność z przed paru dni. Wzięłam ostrze z nożyka, lecz tym razem pocięłam drugą rękę.
Rany były też trochę większe i bardziej głębokie. Krwi także było więcej. ten stan był nie do opisania. Poczułam pewnego rodzaju błogość, która przepełniała mnie od stóp do głowy. Przechodziły mnie ciarki z rozkoszy cięcia się. Widok krwi działał na mnie tak kojąco, tak spokojnie. Równocześnie tnąc się mogłam się skupić na bólu fizycznym, a nie na bólu psychicznym, który dusiłam w sobie od zawsze. Rozcinając sobie skórę czułam, jakby wszystkie dotychczasowe problemy znikały. Niestety nie trwało to długo, bo gdy ręka przestawała już piec, to problemy siedzące gdzieś głęboko we mnie wracały i osadzały się jeszcze głębiej.
Za każdym kolejnym razem musiałam sprawiać sobie coraz większy ból, chciałam być w jeszcze większym amoku. To lepsze uczucie niż jakikolwiek narkotyk. Z czasem nawet dłuższe, większe i głębsze rany nie pomagały.
Musiałam trochę przeczekać, aż zagoją mi się ręce, by móc ciąć się dalej. Nie wytrzymywałam. Znów moje myśli krążyły tylko wokół tego. Sięgnęłam po nożyk. Podwinęłam rękawy,a na rękach nie miałam już miejsc. Ściągnęłam spodnie.
Był okres zimowy, więc na w-fie ćwiczyłam w długich dresach, na rękach miałam ocieplacze. Jakoś to wszystko maskowałam, nikt się nie zorientował.
Siedziałam na toalecie i myślałam, nie nad tym, czy dobrze robię, lecz nad tym, od której nogi zacząć, na której są bardziej widoczne żyły, gdzie będzie więcej krwi. Nie chciałam jedynie przeciąć tętnicy, wtedy wykrwawiłabym się, rodzice by się dowiedzieli, kontrolowaliby mnie. Nie mogłam na to pozwolić, musiałam myśleć w miarę bardziej racjonalnie, rozważniej.
Pocięłam wewnętrzne części ud. Znów ujrzałam krew. Widziałam jak powoli spływa mi po nogach, Usiadłam na wannie i pozwalałam, by krew spływała na jej krawędzie. Wzięłam telefon, chciałam uwiecznić tę chwilę na fotografii, by w trudnych chwilach sprawić sobie przyjemność patrząc na te zdjęcie.
Po kilku dniach rany na rękach zagoiły się, miałam więc miejsce, by znów przenieść się do błogiego świata, gdzie nic się nie liczy. Tak jak myślałam- przyzwyczaiłam się do bólu, był już dla mnie naturalny. Teraz samo cięcie już mi nie wystarczało. Raz gdy się pocięłam, świeże rany biłam drugą, otwartą dłonią, na coś w formie klaskania. Strasznie piekło, lecz byłą też w tym przyjemność, której mi brakowało. Znów gdzieś schowane we mnie problemy zaczęły mnie opuszczać..
Od czasu, gdy znalazłam nowy sposób na zadawanie sobie bólu, robiłam tak częściej. Jedynym minusem tego wszystkiego był fakt, że rany goiły się dłużej, a wokół nich powstawały siniaki. Nie chciałam już katować rąk, chciałam dać im odpocząć. Skupiłam się na nogach.
Nie chciałam, żeby nogi też były posiniaczone. Znalazłam dwa, gorsze sposoby, lecz wtedy nie zostawały siniaki. W życiu trzeba się poświęcać. "co Cie nie zabije to Cię wzmocni" powtarzałam sobie.
Powiedziałam rodzicom, że idę wsiąść długą kąpiel. Tak na prawdę wzięłam szybki prysznic i zaczęłam robić to, co zawsze. Usiadłam na krawędzi wanny, nogami ku jej środka. Wzięłam nożyk, pocięłam uda. Nie sprawiało mi to już takiego bólu jak przedtem. Nie mogłam się odprężyć, zaryzykowałam. Wzięłam sól i posypałam nią świeże rany. Łzy napłynęły mi do oczu, nie były to jednak łzy z powodu bólu, lecz łzy radości. To było jeszcze lepsze uczucie, niż bicie ran. Działało tak kojąco, mogłam się odprężyć, zapomnieć, patrząc na spływającą krew.
Nie trudno się domyśleć, że ten sposób także nie starczył mi na długo. Ostatnim sposobem, który przyszedł mi do głowy był spirytus. Na rany polewałam dużą ilość spirytusu salicylowego. Ból jaki wywoływał był nie do opisania. Pragnęłam więcej za wszelką cenę. Te całe okaleczanie się trwa już rok. Krwią, którą straciłam mogłabym uratować życie kilku osobą. Uzależniłam się, tak uzależniłam. To silniejsze ode mnie
 

 
Byłam w domu z moją mamą i bratem, a na dworze bawiło się moje kuzynostwo - Wiktoria i Mateusz. Byli u nas, ponieważ babcia pojechała do mojego dziadka.Już wtedy było z Nim źle,nie poznawał swoich bliskich, a o rzeczach, które miał zrobić zapominał. Miałam do Niego pojechać dwie godziny później, wraz z ciocią, Lecz nie zdążyłam...
Zadzwonił telefon,mama poszła go odebrać-była to babcia. A ja patrząc na mamę zauważyłam, jak uśmiech na jej twarzy przeradza się w płacz. Po chwili, także się rozpłakałam, gdyż wiedziałam co to oznacza - śmierć mojego ukochanego dziadka. Gdy usłyszałam to jeszcze raz z ust mamy,wybiegłam z domu po kuzynkę i kuzyna. Gdy biegłam sąsiedzi pytali się mnie co się stało, dlaczego płaczę, a ja odpowiedziałam, że nic takiego.
Mówiąc te słowa kłamałam, stało się ogromne nieszczęście, osoba, którą kochałam odeszła.
Jak przyprowadziłam dzieciaki do domu, mama pojechała od razu do babci, a ja zostałam z dziećmi sama. Nie wiedziałam co zrobić, nawet nie wiedziałam co myśleć. On był najważniejszą osobą w moim życiu, a teraz już Go nie było. Chwilę później zadzwoniłam do taty, aby mu o wszystkim powiedzieć, gdy to usłyszał, także pojechał do szpitala. A ja nadal nie wiedziałam co robić, nadal byłam z tym wszystkim sama...
Usłyszałam po chwili telefon, tym razem dzwoniła mama, powiedziała że dziadek został zreanimowany, że żyje! Lecz leży na intensywnej terapii i nie wiadomo do końca co się stanie. Mimo tych ostatnich słów, ważne dla mnie było tylko to, że jeszcze Go zobaczę.
Kiedy odłożyłam telefon,ktoś zapukał do drzwi, była to ciocia, z którą miałam jechać do dziadka, lecz teraz nie mogłam, gdyż nie mogłam ostawić dzieciaków samych. Czułam się bezradnie, oni byli przy Nim, a ja znajdowałam się kilkanaście kilometrów od Niego. Zadawałam wtedy sobie tylko jedno pytanie: Dlaczego teraz musiało się to stać, anie kilka godzin później po tym jak go zobaczę i się do niego mocno przytulę.
Kiedy rodzice wrócili do domu powiedzieli mi o stanie dziadka - nie było zbyt dobrze.
Następnego dnia pojechałam z mamą do dziadka.
Kiedy Go zobaczyłam przeraziłam się, zobaczyłam zupełnie mi nie znaną osobę, która leżała na szpitalnym łóżku, do której były po podłączane jakieś kable. Dopiero po chwili spostrzegłam się, że to Dziadek - MÓJ DZIADEK !
Od razu podbiegłam do Niego i się przytuliłam, lecz On był nadal leżał bez ruchu i nie odwzajemnił mojego uścisku ....
Mogłam się tego spodziewać lecz myślałam, raczej miałam nadzieję, że się obudzi. Niestety tak się nie stało. W myślach mówiłam jak bardzo Go kocham, jak bardzo mi Go brakuje. Brakuje mi jego uśmiechu, głosu, spojrzenia, po prostu jego całego. Tak bardzo chciałam żeby się obudził, żeby mnie przytulił i powiedział, że mnie kocha, lecz się tak nie stało.
Prosiłam Go aby się obudził ale nawet nie drgnął. Płakałam i prosiłam, ale bez skutku. Tego dnia musiałam już jechać, ale miałam nadzieję, że jutro Go znów spotkam...
W domu nadal o Nim myślałam, tak bardzo chciałam, żeby się obudził.
Kiedy moja mama, babcia i wujek zaczęli mówić o Jego pogrzebie, rozpłakałam się , wtedy nie chciałam dopuścić do siebie takiej myśli.
Następnego dnia, także pojechałam do Niego.
Kiedy zajechałyśmy tak z mamą, byli już tam moi kuzynowie, mój wujek, ciocie i babcia. Wszyscy chcieliśmy się jeszcze z Nim zobaczyć . Ja weszłam wraz z babcią i wujkiem. Nadal leżał tam Dziadek - nieruchomy po podłączany do wielu kabli, dzięki którym jeszcze żył.
Znów prosiłam żeby się obudził i znów się tak nie stało.
Kiedy musiałam już wychodzić bo inni chcieli jeszcze Go zobaczyć, pożegnałam się z Nim czule i wyszłam. Na korytarzu chciało mi się krzyczeć z rozpaczy lecz wyszedł z tego tylko płacz. Wszyscy płakali nawet moi kuzynowie. Ja wciąż czekałam na moją mamę, która była jeszcze u Dziadka. Kiedy wyszła obie pojechałyśmy do domu.
Kiedy zajechałyśmy, nadal czułam się okropnie, lecz nadal jeszcze nie dopuszczałam do siebie myśli, że może odejść.
Kiedy rano się obudziłam (około 7 - bo musiałam iść do szkoły) mama powiedziała mi straszną wiadomość - Dziadek umarł tej nocy .
Zszokowała mnie ta wiadomość lecz nawet nie poleciała mi kropla łzy,
wtedy nie wiedziałam dlaczego, ale teraz już wiem - po prostu nie dotarło to do mnie .
Od tego momentu znienawidziłam dzień 30 września 2011 r. bo właśnie tego dnia odeszła osoba, którą kochałam nad życie, która zawsze ze mną była, wszystkiego mnie nauczyła i we wszystkim pomagała.
Tego samego dnia odbył się różaniec. Pojechałam na niego z rodzicami i babcią od strony taty.
Kiedy weszłam do kaplicy znów przeżyłam szok - w trumnie leżała ta sama osoba, którą ostatnio widziałam leżącą na szpitalnym łóżku - czyli Mój Dziadek.
Teraz nie miał podłączonych tych wszystkich kabli, tylko leżał zupełnie bez ruchu. Leżał tak w szpitalu lecz wtedy miałam jeszcze nadzieję, że się obudzi, a teraz ta nadzieja po prostu zniknęła.
Następnego dnia , także odbył się różaniec, lecz nie miałam siły aby tam pójść bo nie chciałam zobaczyć Go w tym stanie.
Ostatni różaniec odbył się w niedzielę ( byłam już na nim ). Kiedy na Niego spojrzałam nadal się nie ruszał, było to wiadome, lecz nadal nie trafiało do mnie to, że On nie żyje...
W poniedziałek odbył się pogrzeb, a do mnie nadal nie docierało to,że widzę Go po raz ostatni.
Przed mszą wyciągnęli ciało Dziadka ( z tej "chłodnicy".
Gdy Go dotknęłam zaczęłam niepowstrzymanie płakać, był lodowaty, lecz mnie to nie przeszkadzało. Przez cały czas trzymałam Go za rękę, a mama mi powiedziała, żebym odeszła bo inni też chcą się pożegnać. Lecz ja jej nie słuchałam dalej stałam obok Jego ciała. Kiedy już mieli zamykać trumnę wraz z kuzynostwem zaczęłam ostatecznie żegnać się nie z Nim całym, tylko z Jego ciałem, bo z duszą nigdy się nie pożegnam, ona zawsze będzie ze mną.
Kiedy zamknęli trumnę nie wierzyłam nadal, że już Go nie zobaczę, że z Nim nie porozmawiam, że się do Niego nie przytulę.
Msza jakoś przeminęła, przejście na cmentarz także.
Lecz gdy trumna z Dziadkiem została chowana do grobu, co we mnie pękło, moje serce, które Go kochało i nadal kocha.
Na dodatek, kiedy ciocia przeczytała list pożegnalny, zaczęło mi się kręcić w głowie,a łzy same wypływały z oczu. Myślałam, że zaraz wpadnę do grobu dziadka, a następnie nas razem pochowają.
Dla mnie to byłoby najlepsze rozwiązanie, bo nie wyobrażałam sobie życia bez Niego.
Teraz, Gdy minął już rok od jego śmierci,a ja
nadal nie wierzę w to co się stało. Myślę, że kiedy przyjdę do Jego domu, On nadal tam będzie, mocno mnie przytuli, powie że mnie kocha i będzie tak jak zawsze.
Lecz tak się nie stanie. bo bez Niego nigdy nie będzie tak jak zawsze......
 

 
Pewna młoda dziewczyna, miała tylko 13lat. Była szczęśliwa, miała przyjaciół, rodzine. Pewnego dnia wracała sama do domu, jej chłopak niestety nie mógł jej odprowadzić. Był to normalny letni wieczór, było ciemno, ale dość ciepło. Idąc drogą zauważyła dwóch męszczyzn idących za nią. Nie wystraszyła się, była odważna i nie bała się niczego. Oni zaczęli przyśpieszać, sama nie wiedziała co się dzieje ale jej serce zaczęło bić szybciej, chyba się bała. Oni podeszli do niej. Poczuła się jakby stanęło jej serce, była strasznie wystraszona, oni podeszli bliżej i .. Zaczęli do niej zagadywać, potem popoychać, na koniec ją pobili. Następnego dnia znaleziono dziewczyne leżącą obok drogi. Została brutalnie pobita i zgwałcona. Dziewczyna trafiła do szpitala, zaczęły krążyć już plotki. Po wyjściu ze szpitala nie chciała chodzić do szkoły, bała się. Kontaktowała się tylko z jedną najlepszą przyjaciółką. Ona namawiała ją by jednak zapomniała o tym co się stało , i żeby zapomniała. Przyszła do szkoły , wszyscy traktowali ją inaczej, byli tacy sztywni. Ona czułą się z tym źle, bała się każdego chłopaka , który przechodził. Nie dawała sobie rady. Poznała nowego kolege z klasy, który o niczym nie wiedział i chciał się z nią umówić, tylko jej przyjaciółka namawiała ją, żeby się zgodziła. Ona ją posłuchała. Po jakimś czasie stała się najszczęśliwszą dziewczyną na świecie. Miała świetnego chłopaka i o wszystkim zapomniała, olewała nawet swoją przyjaciółke, straciły kontakt. Gdy skończyła 15 lat, pierwszy raz szła do swojego chłopaka. Strasznie się cieszyła. Weszła do środka, chłopak nie był bogaty , jego dom był mały i skromny. Poznała jego rodziców, polubiła ich. Gdy nastał wieczór brat chłopaka dziewczyny wrócił do domu, otworzyły się drzwi, i serce stanęło jej tak jak tamtego wieczoru. Coś było nie tak, wszystko sobie przypomniała. To był ten chłopak, ten który tak ją skrzywdził. Dziewczyna nie wytrzymała zaczęła płakać i wybiegła z domu, pobiegła do swojej byłej przyjaciółki. Ona niechętnie ale ją wpuściła, ona jej o wszystkim opowiedziała. Po chwili wyszła na chwile do łazienki, nie było jej dość długo, przyjaciółka się martwiła i weszła do łazienki. Dziewczyna siedziała na podłodze z żyletką w ręce i płakała. Przyjaciółka dziewczyny poprosiła ją, żeby nie robiła tego jeszcze chociaż jeden dzień. Na następny dzień znowu spotkały się u niej. Przyjaciółka powiedziała dziewczynie, żeby się nie martwiła bo dzisiaj zabiła brata jej chłopaka, bo już nie mogła znieść jej cierpienia. Powiedziała, że teraz mogą pozbawić się życia razem. W końcu ich miłość miała być wieczna. I tak się stało, dziewczyny się zabiły, nikt nie znał konkretnego powodu, nawet chłopak dziewczyny który stracił i ją , i brata.
 

 
To co opowiem jest prawda...mozecie wierzyc albo i nie...A wiec zaczna od poczatku kiedy tata byl poza granica mama poznala innego mezczyzne ktory na poczatku byl okay ale pozniej pokazywal kim on jest z drugiej osoby...Byl swinia...A wiec kiedy mama z bratem gdzies pojechali ja zostalam sama z nim...sprzatalam...a on sie doczepil :
-Jak ty sprzatasz?Tam sa smiecie o tam widzisz?!!Nic nie jestes warta!
Rozplakalam sie i ucieklam do lasu...Szlam przed siebie nie wiedzac gdzie i plakalam...Mialam dosc tego...Nocowalam w lesie...Zimno troche mi bylo ale nie chcialam tam wracac...Nie moglam...Nad ranem kiedy sie obudzilam szukal mnie brat i zauwazyl mnie powiedzial ze mama placze ze chce zebym wrocila wrocilam z nim opowiedzialam mamie wszystko a ona to zrozumiala on mnie przeprosil i bylo okay az do kiedys...Zaczal mna przestawiac,rzadzic sie a ja nie wytzymalam i zaczelam sie klocic z nim,pyskowalam...Mama zadzwonila po policje i go zamkneli ale tylko na jeden dzien...wcale nie pracowal mialam dosc wiecej czasu spedzalam poza domem gdzie mialam spokoj...Nikt mi nie krzyczal...Zalilam sie zwierzetom bo tylko one mnie mogly zrozumiec nawet raz w lesie podszla do mnie sarenka poglaskalam ja i dalam jej chleba...moglam powiedziec to tacie ktory byl w usa ale sie balam...Ten mnie znow przeprosil ale kiedys juz przeszedl samego siebie kiedy mu powiedzialam pare slow za duzo on mnie uderzyl inozem rzucil w moje kolano...krwawilo...ale nie bylam w szpitalu...a kiedys zlamal mi palca... duzo przeszlam mialam sie ochote zabic...Tata wyslal mi zaproszenie na wakacje do siebie mama sie pierwsze wachala a potem mi pozwolila tylko na wakacje zostac kiedy tam do niego przyjechalam bylam szczesliwa bo nikt mnie nie bil...jemu jeszcze nic nie mowilam co sie dzialo w Polsce a do POlski nie wrocilam mama byla zla...ale tu mam spokoj dziekuje mamie ze mnie puscila....I tu mam dobrze...owszem tata ma tez nerwy nie kiedy mnie o cos owali jak kazdy rodzic ale nigdy mi nie powiedzial ze jestem prostytutka jak tamten mi mowil i nigdy mnie nie uderzyl....Mam 14 lat a tyle przeszlam piekla...I powiedzialam sobie"NIE WROCE BO NIE CHCE"Tu mi jest dobrze...Nie mam chlopaka ani nie chce...Zyje w innym swiecie zawsze wspominam to co sie dzialo w Polsce ale jakos mnie to boli...I czuje zal ze mama nie roztala sie z nim...Tylko wiem ze moj brat napewno bedzie cierpial przez niego
 

 
Poznaliśmy się dzięki koleżance. Miał na imię Maciek. Na początku świetnie sie dogadywaliśmy.Było super. Pewnego dnia powiedział że mnie kocha, że chce być ze mną. Zgodziłam się. Czułam się przy nim szcześliwa. Nadawał mojemu życiu sens. Po 3 miesiącach napisał mi że to koniec miedzy nami. Byłam w szoku. Płakałam całe noce. Po tygodniu dowiedziałam się że znalazł sobie już nową dziewczyne. Byłam wściekła na niego że tak szybko o mnie zapomniał. Próbowałam jeszcze o niego walczyć lecz nic to nie dało. Minął jakiś czas znółw się do siebie zbliżyliśmy ale jako przyjaciele. Znów dawał mi szczeście. Dla niego tylko żyłam. Lecz jego nowa dziewczyna była o mnie zazdrosna utrudniała nam kontakt ze sobą. Spotykaliśmy się w tajemnicy przed nią. Nie rozumiała że ja i Maciek jesteśmy przyjaciółmi. Ja się juz pogodziłam że nie bd już razem.
Siedziałam na kanapie i ogladałam film. Zapukał ktoś do drzwi, był to Maciek. Był jakiś zmieszany. Gdy zapytałam co się stało on powiedział że mnie kocha że jego najwiekszym błędem było to że zostawił mnie. Nie widziałam co powiedzieć. Zaczął znów mówić że wie że za późno to mówi bo ja juz mam chłopaka..Ja nadal milczałam. Po paru dniach wszystko zaczeło się walić. Napisał do mnie jego brat-Marcin.Powiedział że Maciek jest w szpitalu próbował się zabić. Byłam załamana. Maciek leżał w śpiaczce. Po trzech dniach się obudził. Powidziałam mu że zerwałam ze swoim chłopakiem żeby być z nim bo on jest moim życiem. Maciek obiecał mi że zerwie z Eweliną. Myślałam że bedzie już wszytsko dobrze lecz myliłam się. Kochaliśmy się z Maćkiem. On był wyjątkowy, zawsze umiał mnie pocieszyć, rozśmieszyć. Był moim szcześciem. Dwa dni przed Sylwestrem 2013 spotkaliśmy się było super. Całowalismy sie i przytulaliśmy. Nigdy nie sądziłam że ten rok tak się tragicznie zacznie. 2 stycznia dowiedziałam się że Maciek nie żyje. Miał wypadek. Reanimowali go ale nie było szans. Do tej pory nie umiem sobie z tym poradzić. Nie mam już dla kogo żyć. On był moim całym życiem . Dla niego żyłam
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Poznałem go na szkolnym wyjeździe. Chodził do równoległej klasy, z którą na ową wycieczkę pojechaliśmy. Nie był zbytnio lubiany wśród rówieśników, nie znałem go za dobrze. Pewnego dnia nie miałem z kim usiąść w autokarze podczas wycieczki do jakiegoś zamku i On zaproponował mi bym usiadł z nim. Zaczęliśmy trochę rozmawiać. Słuchał podobnej muzyki więc się zakolegowaliśmy. Wieczorem znowu się spotkaliśmy i pograliśmy z resztą w piłkę. I tak wyglądała cała zielona szkoła. Po powrocie zaprzyjaźniłem się z Nim bliżej. Często się spotykaliśmy żeby się powygłupiać albo wprosić się do jakiejś dziewczyny. Pamiętam jak w deszczu biegaliśmy po parku. Byłem wtedy bardzo szczęśliwy. Jednak wszytko mogło runąć w krótkiej chwili. Wyjechał na wyjazd ze znajomymi, cieszył się, więc połaziliśmy ostatniego dnia tak jak zawsze po okolicy i w końcu musieliśmy się pożegnać. Na następny dzień zadzwonił do mnie kolega... Powiedział tylko, że mój przyjaciel nie żyje. Potem dowiedziałem się, że zginął w wypadku samochodowym. Na początku zacząłem się śmiać, bo to było po prostu zupełnie niezrozumiałe, przecież kilka dni temu z nim się wygłupiałem. Dopiero po kilku godzinach dotarło do mnie co się stało. Taka strata to wielki ból. Pewnie niektórzy z Was wiedzą, jaki to ból.
 

 
Moja historia jest dość długa. Trwa już ona 4 lata. Płaczę nocami i nie tylko. Zamknęłam się w sobie. Już nikomu nic nie mówię. Pomimo bólu po prostu nie potrafię. Mam coś w rodzaju aleksytymii. Moje życie było dość dobre do czasu.
W 5 klasie zaczęło się od zdrady przyjaciółki. Robiła wszystko by mnie upokorzyć. Później wszystkie moje przyjaciółki się ode mnie odwróciły. Całe wakacje przesiedziałam w domu. Płakałam za każdym razem gdy najlepsza przyjaciółka wychodziła po tym jak poopowiadała mi co dzisiaj robiła i zastanawiałam się dlaczego przychodzi tu i mi to wszystko opowiada, a nie mogę spędzić tego czasu z nią.
One miały przyjaciela z zagranicy oraz stąd, polaka. Znałam tylko jednego ponieważ miałam okazje go spotkać. Nadszedł sylwester. Zostałam sama. Oni się spotkali. Wciąż pamiętam dzień kiedy siedziałam u niej, a ona zbierała się do wyjścia. Sylwester minął do tej pory go wspominają, a ja za każdym razem czuje mocny ucisk obok serca. Byłam na skraju załamania. Miałam już najgorsze myśli. Tej nocy powiedziałam sobie dość. Zaczęły się kłótnie z najlepsza przyjaciółką. MNÓSTWO! Wciąż płakałam. Osiągnęłam cel. Zaczęłam spędzać wszystkie historie razem z nimi ale wciąż nie było dobrze. Wciąż czułam się samotna i byłam zamknięta w sobie.
Nikomu nie mówiłam nigdy co czuje i jak cierpię. Nadeszły wakacje i.. od tej pory moje życie przepełnia tyko i wyłącznie jeszcze większe cierpienie. Przyjaciel przyjechał z zagranicy. Poznaliśmy się. Drugi, polak zachowywał się wobec mnie dziwnie mimo że kiedyś tego nie było. Znów ucieczka jak zwykły tchórz do domu i płacz. Z dnia na dzień było coraz lepiej i zaczynał zachowywać się w porządku. Spędzałam z nimi czas było dobrze. Ale w pewnym momencie zakochałam się. Zakochałam się w naszym zagranicznym przyjacielu. Próbowałam wszystkiego aby być obok. Robiłam wszystko aby mnie zauważył. Zdaje sobie sprawę z tego że nie jestem piękna ale mimo wszystko potrafili ranić.
Pewnego dni postanowiliśmy zagrać w prawda czy wyzwanie. Gra zaczęła się rozkręcać. Miałam go pocałować. Motyle zaczęły "buzować" w brzuchu. Ale tylko ten jeden dzień był piękny.
Okazało się że zakochał się mojej najlepszej przyjaciółce. Cały świat się zawalił. Ten sam scenariusz. Ucieczka i płacz. Ile razy widziałam go pijanego tyle razy całował ją, a ja ledwie powstrzymywałam płacz. Wiele razy gdy się denerwował ranił. Wtedy szukałam wymówki i uciekałam. Płakałam długo. Wielki przygniatający ból.
Cały czas się z nimi widywałam mimo okropnego cierpienia nie potrafiłam odejść. Tyle marzeń z nim, które wiedziałam że nigdy się nie spełnią.
Kiedyś nie wytrzymałam. Były to moje urodziny. Mimo że nie są razem po prostu leżeli i się całowali. Nie miałam drogi ucieczki. Łzy same zaczęły płynąc. Zauważyli to chodzili i przytulali. Ale ja nie chciałam aby oni mnie pocieszali!! ja chciałam go! Podszedł do mnie. Powiedział że nie ważne co zrobił przeprasza. Mimo że zrobiło mi się lżej to wiedziałam że tak samo jak ja on nie zmieni swoich uczuć. Dalej będzie ją kochać a ja go...
Przytulił mnie a ja w tym uścisku chciałam trwać wieczność. Nie wiem ile to trwało ale na pewno za krótko. W końcu się odsunął delikatnie. Musieliśmy iść. Ja zostałam z nim reszta poszła a my mieliśmy dołączyć. Dalej płakałam i próbowałam mu się zwierzyć. Ale... nie potrafiłam jak jakaś cholerna klątwa. Usta same nie chciały tego wypowiedzieć.
On chciał już iść. Nie powiedziałam mu tego ze ja nie chce. Poszliśmy. Takie rzeczy działy się cały czas. On ją całował gdy byli pijani... A ja siedziałam i tłumiłam łzy. Odkryłam że najlepszym sposobem cichego szlochu jest przygryzanie kciuka. Boli ale nie tak bardzo jak ten wewnętrzny ból. Tyle razy to widziałam.
Rozmawiałam z nią. Ona zawsze mówi mi o swoich problemach. Powiedziała że go trochę lubi co mnie zmiażdżyło. Ale że nie może z nim być. Nie wiedziałam jak postąpić. Ona nie wie że go kocham. Nikt nie wie.
Tak minęły wakacje. On musiał wyjechać. Zostałam w cierpieniu. Coraz bliżej święta, a on ma znów przyjechać. Boję się jak zareaguje. Mam nadzieje że bardziej niż dotychczas nie będę cierpieć...
Jeżeli uzbiera się trochę komentarzy po tym jak przyjedzie będę pisać. A nawet jak nie to pewnie też. Tylko w ten sposób daje małe ukojenie bólu. I tak nie daje rady komuś tego powiedzieć.
 

 
Ona- Była szarą myszką, ciągle nie wierzyła że on naprawde ją kocha... On- Najpopularniejszy chłopak w szkole, mógł mieć każdą, a wybrał właśnie ją... Oni- Razem tworzyli idealną parę jak z bajki... Byli bardzo szczęsliwi wydawało się że nic nie może popsyć ich szczęścia... Ale pewnego dnia ona chciała się dowiedzieć czy naprawde ją kocha, poszła więc do niego... Ona: Lubisz mnie? On: Nie... Ona: Myślisz że jestem ładna? On: Nie... Ona: Jestem w twoim sercu? On: Nie... Ona: Gdybym odeszła tęskniłbyś?? On: Nie... Chciał powiedzieć jej coś jeszcze, ale ona nie słuchała, wybiegła z płaczem z jego domu... Oczy miała tak zapłakane że nie zauważyła nadjeżdzającej ciężarówki... Nie miała szns zginęła na miejscu... Nikt nie podejżewał ,że zakończu swoje życie na tej ziemi w taki sposób... Dwa dni odbył się pogrzeb... Po pogrzebie wszyscy się rozeszli został tylko on... Uklęknął i zaczoł mówić szeptem: Na początku chciałbym się przeprosić Skarbie bo to moja wina... A teraz powiedzieć to czego nie zdazylem powiedziec podczas naszej ostatniej rozmowy... Nie lubie cie tylko KOCHAM... Dla mnie nie jestes ladna tylko PIENKA... Nie jestes w moim sercu bo JESTES MOIM SERCEM Nie tesknil bym za toba, tylko UMARL bo nie mozna przeciez zyc bez serca. Wyja kartke a nastepnie napisl na niej kilka slow, po czy schowal ja spowrotem do kieszeni... Tym czasem jego rodzice czekali w domu... Ale wciaz nie wracal jego matka postanowila pojechac na cmentarz sprawdzic czy nadal czuwa przy gronie ukochanej... Byl, czuwal, jego matka podeszla i powiedziala... Kochanie wracajmy do domu nie ma sensu to dluzej siedziec, wracajmz do domu... Odpowiadala jej tylko cisza... Prosze Cie chodzmy, jesli zechcesz to przyjedziemz tu jutro... Prosila syna matka, ale i tym razem nik nie odpowiedział... Chwyciła go za rękę był zziębnięty, a było ciemno więc nie mogła zobaczyć jego twarzy... To, że marzniesz tutaj nie wróci jej życia... I tym razem nie usłuszała odpowiedzi, odruchowo sprawdziła puls- był niemalże niewyczuwalny... Zadzwoniła po karetkę... Przyjechała po 10 minutach... Kiedy położono go na noszach z kieszeni wypadła mu kartka na której pisało... kochałem ją, była dla mnie najpiekniejsza, była moim sercem a przecież nie można żyć bez serca... Matka przeczytała kartkę chwilę później... Lekarz stwierdził zgon.. Przyczyna: Brak serca...
 

 
To” zaczęło się 17 grudnia 2005 roku. Tak, tej daty nie zapomnę do końca życia.
Wyjątkowo chłodny wieczór. Środek grudnia. Z nudów zaczęłam przeglądać pamiętniki internetowe. Trafiłam na jeden, który szczególnie przyciągnął mnie do siebie. Prowadziła go dziewczyna, piętnastolatka, która cięła się z miłości. Od tej pory codziennie gościłam na jej stronie. Często ze łzami w oczach i z totalnym niezrozumieniem czytałam jej notki.

W swoim życiu przeżyłam bardzo wiele zawodów z powodu zauroczeń, ale ten był najbardziej bolesny. Dzień za dniem stawał się koszmarem. Wiedziałam, że chłopak nie będzie mój, jednak w podświadomości wierzyłam, iż może akurat się uda. Każdej nocy płakałam w poduszkę na myśl o ukochanym. Na blogu dziewczyny, z którą łączyło mnie tak wiele, a zarazem nic, ujrzałam wpis pożegnalny.
Byłam sama w domu. W kuchni poszukałam jakiegoś małego kieliszka. Stłukłam go o podłogę. Rozleciał się na kawałeczki. Sięgnęłam po jeden z nich. Moje oczy stanęły we łzach. Podciągnęłam rękaw koszulki i przejechałam szkłem po ręce. Zapiekło. Poleciała krew. Obiecałam sobie, że więcej tego nie zrobię, ale... szkło schowałam do pudełeczka, a potem na dno szafki.
Do świąt było wspaniale. Zapomniałam o mojej miłości. Przynajmniej tak mi się wydawało.

Przed Sylwestrem razem z koleżankami planowałyśmy małą imprezę. Nie wyszło. Zostałam sama, bo wszystkie spędziły ten czas ze swoją rodziną wyjeżdżając z miasteczka lub ze swoimi znajomymi. Miałam do wszystkich żal. Przypomniał mi się wtedy „on”. Wyjęłam pudełko z szafki. Wtedy zrobiłam to po raz drugi. Sznyty i blizny ukrywałam pod długimi swetrami. Było zimno, więc nie musiałam udawać. Rodzice nic nie zauważyli.
Zresztą czy kiedyś w ogóle się mną naprawdę interesowali?

Cięłam się prawie każdego dnia. Po rękach lub nogach. Do czasu, gdy zrobiło się ciepło. Był to chyba jedyny taki czas, gdy przestałam się ciąć regularnie. Pogoda sprzyjała mojemu nastrojowi. Zbliżały się wakacje, więc coraz mniej nauki, a więcej spotkań ze znajomymi.

Moje szczęście długo nie potrwało. Zaczęły się wakacje, które zapowiadały się wspaniale. Wyjazd na obóz, całe wakacje ze znajomymi, zero stresów. Byłam taka szczęśliwa, że w końcu uda mi się zapomnieć o ukochanym.
Moje nadzieje poszły na marne, bo okazało się, że z wyjazdu nici i całe wakacje spędzę w domu. Musiałam się komuś wyżalić, więc sięgnęłam po pamiętnik, w którym zawieruszyła się żyletka. Pocięłam się. Sprawiło mi wtedy to taką ulgę. Widok krwi...

Na drugi dzień byłam umówiona ze znajomymi. Oczywiście nie zamierzałam grzać się w długim rękawie, a cięcia zakryć musiałam, więc do bluzki z krótkim rękawem dodałam chustkę, którą zawiązałam sobie zasłaniając sznyty.
Przy znajomych zapominałam o moim smutku. W ich towarzystwie byłam całkiem inna osobą. Śmiałam się, żartowałam. Siedziałyśmy wtedy na ławce u koleżanki, gdy jedna zobaczyła moje nowe cięcia na ręce, których nie zakryłam. Zapomniałam o nich i rozłożyłam rękę. Zapytała prosto z mostu czy się okaleczam. Ja jakby nigdy nic zgrywałam, że po co niby miałabym to robić i zaczęłam żartować, że podrapał mnie pies. Do tego tematu wróciłyśmy niedawno. Kiedy codziennie miałam chusty na rękach. Ponownie zapytała, a ja znowu obróciłam to w żart.

Zaczęło się tak niewinnie, a potem żyletka stała się jedynym lekiem.
Poznałam wiele osób, które także cierpią na to samo. Z jedną z nich nawet miałam się kiedyś spotkać. Jednak kontakt się urwał. Ona się wyleczyła, poznała chłopaka, ze znajomymi układa się jeszcze lepiej. Nie mam do niej żalu, no może czasami w podświadomości. W końcu ma prawo żyć normalnie.
Z pewnością ciekawi jesteście jak jest teraz?
Kocham nadal, dochodzą problemy domu. W wieku nastoletnim chce się spróbować wszystkiego, wiec mówiąc nie rób tego niczego nie wskóram. Musicie przeżyć to sami, by przekonać się jak to jest.

Autoagresja jest taką samą chorobą jak alkoholizm czy narkomania. Może najsłabszą, ale jest... Zaczyna się niewinnie. Potem stacza na dno...
Dlatego starajcie się utrzymać silną wolę, nie dajcie ponosić się emocjom, miejcie dużo znajomych, bo kto inny jak nie oni zrozumieją lepiej Wasze problemy...?
Ja w tych najcięższych chwilach zostałam sama. Dużo razy traciłam wiarę w siebie, co doprowadziło do samookaleczeń.
 

 
Jest godzina 2;00 w nocy do chłopaka dzwoni telefon...
budzi się i rozespanym gloesem mowi...halo...lecz nikt nic nie mowi
slyszy tylko płacz....
chlopak; slucham halo kto mowi?!....
nagle slyszy zaplakany glos diewczyny...Tomek muszę ci cos powiedziec...
chłopak;ale kto mowi ,kim jestes?...
dziewczyna;gabi jestem siostra weroniki....
chlopak:gab?!co się stalo cos z weronika no mow!...
zapada cisza dziweczyna zaczyna płakać...
chłopak: gabi slyszysz mnie powiedz mi co sie stalo ...
dziewczyna:nie wiem jak ci to powiedziec...
chłopak:gabi powiedz prosze powiedz co z weronika...
dziewczyna mowi przez łzy: weronika...miala wypadek...
chlopak:wypadek!?gdzie?jak się czuje w jakim jest stanie?...
dziewczyna:tomek źle mnie zrozumiales...słychac placz...
chlopak:jak to źle?prosze powiedz co z weronika....
dziewczyna:weronika nie przeżyła wypadku zginela na miejscu...
chlopak:nie poweidz ze to nie prawda,ze zartujesz to jest
nie prawda!!!
zapada cisza chlopak płacze...
dziewczyna:musialam ci to powiedziec nam tez jest bardzo cięzko...
chłopak:milczy słychać płacz...
dziewczyna:tomek jestes?...
bieże ich wspolne zdj chwyta mocno w dłonie i mowi...
"kochanie pamietasz nasze wczorajszy wieczor pamietasz jak mowiłem tobie że
moje serce bije tylko dla ciebie...
weronika pamiętasz wieże ze mnie słyszysz nie
opuszczaj mnie błagam...
nie moge tak życ moje zycie bez ciebie nie ma sensu...
chlopak trzyma ich wspolne zdj bieze długopis i na odwrocie pisze na zawsze
razem..."
schował zdj do kieszeni od kurtki poubierał się i jedzie do szpitala do dziewczyny...
widzi dziewczyne ledwo co ja oznaje ma taka znieksztalcona twarz...
weronika kochanie slyszysz mnie? przynioslem tobie nasza fotke pamietasz tak sie
wtedy cieszylas...
nigdy cie nie zostawie wsuwa dziewczynie zdj do reki caluje ja i odchodzi...
chlopak idzie droga placze lzy leca mu po policzkach
a zal tak mocno sciska mu serce...
staje na barirce jedzie pociag...
mowi"kochanie przepraszam ale znow bedziemy razem"...
pociag jest coraz blizej...
chlopak przezegnal sie powiedzial" przepraszam cie Boze ale nie moge bez niej zyc...
 

 
Ona nie była groźną dziewczyną.Byla samotna.Zagubiona.Opuszczona przez tych krórych kochała,którzy śmiali się nazwać jej przyjacielami.Lubiła się kaleczyć.Te zabiegi,zadawane sobie co dniaprzynosiły jej ulge i uspokojenie.Odsuwała problemy , lecz tylko na jakiś czas.Potem znowu musiala to powtórzyc.Nie buła z siebie dumna,ale nic już jej nie pozostało.Pewnego dnia siedziała w pokoju u robiła to co zaswze.Z radia leciała właśnie jej ulubiona piosenka:"kiedyś kupie nóż i pozażynam wszystkich w kolo,kupie nóż zostanie tylko dwoje,tylko ty i ja..."Nie była psychopatką,ale te słowa coraz częściej przemawiały do niej,a w jej zszarganej psychice pojawiał się od kilku dni złowieszczy plan.Chciała dac swojemu byłem chłopakowi nauczkę,za krzywdy które jej wyrządził.To przez niego stała się tym czym była teraz.Nie potrafiła się uwolnić od parzących wspomnień.Kiedys było wspaniale kiedyś ją kochał,a ona nie widziała po za nim świata.Już nie raz chciała ze soba skończyć.Ale jesli miała to wypełnić to musiałom bleć JEGO.By On cierpiał tak jak ona przez nego.Musiał to zapamiętać.To miało budzić go w nocy,nie pozwolić zaznać mu snu.To poczucie winy miało siedzieć w jego najgłebszych zakamarkach umysłu.Miał wiedziec i myśleć ze to przez niego się zabila...Była już tak zdesperowana,że była gotowa na wszystko,tylko po to by uprzykrzyc mu życie.Chciała by cierpiał katusze.Było tylko jedno ale....przecież jemu juz na niej nie zależało,nie kochal jej...Ale to był tylko pozornie nieistotny szczegoł w jej doskonalym planie.Już nie cofnie się orzed niczym.Wie co robić.Ktoregoś dnia napisała do byłego że musi sie z nim spotkać.Chłopaka zdziwiła wisdomość,sadzil ze ona go nienawidzi.A teraz chce się spotkać?Nie zgodził się.Lecz po jakimś czasie udało się go przekonać.Spotkali się w tym samym mijscu w ktorym pocalował ja poraz pierwszy.To bylo dla niej szczegolne miejsce.Miejsce poczatku ich milosci a teraz takze jej konca.Dziewczyna probowala powspominac z nim stare czasy,chciala zeby znowu sie zeszli,ale on się nie zgodził.Ułożył sobie juz życie i jej radził to samo.Był szczęśliwy,ona cierpiała.Powiedział jej że byla jego pierwsza i najsliniejsza milościa ale to juz oniec.Mowil ze ie zapomni chwili spedzonej z nia,bo byly to jedne z najpiekniejszych chwil w jego zyciu.Ale teraz moze jej zaproponowac tylko przyjaź.ona nie chciała jego przyjaźni...Chciała zeby ja kochał.Zaczela na niego krzyczeć,podszedł do niej by ją uspokoic i wtedy się przewprocila.Probowal pomoc jej wstac ale ona nie chciała.Płakała.odwrocil sie a ona korzystajac z chwili nie uwagi wyciagnela bron i wycelowała w niego,gdy to zauwazyl zaczoł jej tlumaczyc,ze napewno tego nie chce.Nie jest do tego zdolna."pieprzysz"skwitowała.Miała obłed w oczach.powiedziala tylko"skoro ja nie moge cie miec,to nikt nie bedzie cie miał..." i nacisnela na spust,ale w tej wlasnie chwili przewrocila sie poraz kolejny i pocisk wystrzelil w niebo.On pobiegl do niej i ujoł ją w ramiona.Patrzyła na niego przez łzy.Powoli jej oddech stawał się coraz płytszy,a serce ustawalo.Przed wyjsciem z domu polknela paczkę tabletek na uspokojenie zeby nie wybuchnąć.Jej serce tego nie wytrzymało.gdy jej oczy się zamkneły on polozył ja na ziemi i odszedł jak gdyby jej nie znal.w tym tez momencie pistolet wystrzeli.ostatia kula.prosto w serce.Nie mial szans.teraz oboje szukaja szczescia gdzies w innym swiecie...